Trzy miesiące marketingu nie zbudują „imperium rekrutacyjnego”

Trzy miesiące marketingu nie zbudują „imperium rekrutacyjnego”

Przez kilka miesięcy prowadziłam działania marketingowe dla młodej firmy, z sektora B2B. Start od zera w komunikacji, brak rozpoznawalności i wysokie ambicje. Cel? Szybka rekrutacja doświadczonych specjalistów i kadry zarządzającej.

Zrobiłam naprawdę dużo w krótkim czasie (kwartał) | KAMPANIA MARKETINGOWA

– zbudowałam markę w sieci od podstaw,
– zwiększyłam społeczność o kilkaset procent,
– uruchomiłam regularną komunikację,
– wygenerowałam ok. 30 leadów rekrutacyjnych,
–  z tych leadów zatrudniono pracownika, który generował satysfakcjonujący przychód
– osiągnęliśmy 12 000 wyświetleń miesięcznie,
– rozpoczęliśmy działania pod employer branding.

Efekt? Firma zaczęła wyglądać profesjonalnie i stabilnie. Dla wielu odbiorców była postrzegana jako większa i bardziej ugruntowana, niż była w rzeczywistości.

No to co poszło nie tak? W tym miejscu pojawia się bardzo ważna kwestia, o której rzadko się mówi.

Marketingowiec nie jest HRowcem. I to niezrozumienie zadecydowało o wstrzymaniu kampanii. 

Jeśli generujemy 30 leadów, ale w dalszym procesie kandydaci nie spełniają wewnętrznych kryteriów — to nie jest brak marketingu. To jest etap selekcji i decyzji po stronie firmy.

Druga kwestia jest jeszcze ważniejsza

Nie da się w trzy miesiące zbudować marki, do której będą chcieli przejść dyrektorzy, jeśli organizacja dopiero buduje swoją pozycję, nie ma jeszcze ugruntowanej renomy, spójnej, historii i konsekwentnej obecności w przestrzeni publicznej — nawet na tak podstawowym poziomie jak opinie powyżej 4,0 w wizytówce Google.

Employer branding buduje się warstwowo i długofalowo. To proces oparty na konsekwentnej widoczności, stabilnej komunikacji, powtarzalności przekazu i realnym pokazywaniu kultury organizacyjnej. Kandydaci, szczególnie na stanowiskach managerskich, podejmują decyzje ostrożnie — obserwują markę przez dłuższy czas, zanim w ogóle rozważą zmianę.

Największym błędem, jaki widzę u młodych firm, jest myślenie krótkoterminowe: „Zróbmy marketing, sprawdźmy po kwartale. Jeśli nie ma spektakularnego efektu — zatrzymujemy.”

Tymczasem marketing działa kumulacyjnie. Kiedy przerywamy komunikację, algorytmy ograniczają zasięg, marka znika z codziennej percepcji branży, a kandydaci przestają ją kojarzyć jako aktywną i stabilną. Powrót po kilku miesiącach oznacza w praktyce ponowne budowanie rozpoznawalności od początku — z większym nakładem czasu i budżetu.

Marketing to nie sprint rekrutacyjny, a budowanie pozycji, do której ludzie chcą dołączyć.

I dopóki przedsiębiorcy nie zaczną rozróżniać generowania zainteresowania od domykania procesów wewnętrznych dopóty będą rozczarowani „brakiem efektów”, które w rzeczywistości już się wydarzyły — tylko nie w tym miejscu, w którym ich szukali.

Budowanie marki to proces, a proces wymaga czasu, konsekwencji i realistycznych oczekiwań.

~ Maggie.

Przeczytaj więcej marketingowych nowości

KONTAKT
KONSULTACJA